Radości i smutki

  Przełom roku 2012 i 2013 to był dla nas bardzo ciężki i smutny okres. Byli tacy co wierzyli w przepowiadany na 21 grudnia 2012 roku koniec świata, ja nie wierzę w takie rzeczy i o nich nie myślę, ale tym razem w pewnym sensie przepowiednia się spełniła. Nasz świat do którego byliśmy przyzwyczajeni się skończył, straciliśmy dwie osoby bardzo nam bliskie. O jednej nie chcę pisać, bo chcę by to pozostało tylko w naszych sercach, druga to ukochany Dziadek Janulka. Wspierał nas od kiedy poznaliśmy prawdę o Janka chorobie, nauczył się cieszyć wnuczkiem pomimo strasznej choroby i ukochał go nad życie. Bardzo trudno pogodzić nam się z tą stratą.

          W grudniu na domiar kłopotów, u Janka pojawiła się krew przy odsysaniu z rurki. Początkowo starałam się tym nie denerwować, ale gdy krwawienie nie ustępowało przez kolejne dni zaczęłam się niepokoić. Po nocy w rurce Janek miał skrzepy krwi, które przytykały go i pojawiły się spadki saturacji. W ciągu dnia zdarzyła się nam sytuacja, że Jankowi nagle spadła saturacja, mój synuś zrobił się blady, usteczka mu zsiniały, a puls spadł do 60. Wtedy pomimo, że Janek po przewentylowaniu i odessaniu "wrócił do siebie", zupełnie spanikowałam. Po telefonie doktor Krysia od razu do nas przyjechała i zadecydowała o wymianie rurki. Po raz pierwszy stara rurka po wyjęciu tak źle wyglądała, była cała obklejona białą wydzieliną i krwią. Wymiana rurki pomogła, ale wydzielina z rurki nadal miała czerwony kolor. Ciocia Krysia wzięła nas więc na jeden dzień do szpitala, żeby zobaczyć co się dzieje. Zrobiono Jankowi rentgen płuc i bronchoskopie, czyli takie badanie płuc malutką kamerką. Na szczęście wyniki badań okazały się dla nas pomyślne, a krwawienie wynikało z podrażnienia tchawicy, oskrzela i płucka Janka nie wykazały żadnych niepokojących zmian. Drenaż, zastosowany profilaktycznie antybiotyk, ze względu na zalegania i zakrapianie rurki zimną solą fizjologiczną przed odsysaniem pomogły w naszych problemach i wszystko wróciło do normy. Dziękujemy naszej kochanej cioci Krysi za wspaniałą opiekę podczas pobytu na "Polankach".

          Bardzo się cieszymy, bo częstotliwość Janka zajęć z przedszkola wzrosła do jednego w tygodniu. Nasz synuś przyzwyczaił się już do Cioci Beatki i bardzo ją polubił, cieszy się gdy Ciocia przychodzi i chętnie uczestniczy w zajęciach. Szczęście Janulka do ludzi, którzy go otaczają zadziałało i tym razem. Nasza Ciocia Przedszkolanka jest wspaniałą, ciepłą osobą, a dodatkowo świetnym specjalistą i chyba urok naszego Maluszka na nią podziałał, bo chwali go cały czas, a ja "pękam z dumy", że mój synuś to taki mądralek.

          Na koniec roku, żeby zrekompensować trochę nasze smutki pojawiło się w naszym domu małe, czworonożne szczęście. Moja koleżanka z pracy postanowiła podarować naszemu synkowi szczeniaczka - labradora. Najpierw pojechaliśmy do Cioci Magdy zobaczyć pieski i sprawdzić jak Janek na nie zareaguje. Poza tym musieliśmy się przekonać, czy Janek i Tatuś nie są uczuleni na sierść labradora. Szczeniaczki były rozkoszne i jeden czarny maluszek rozmiękczył nasze serca. Najpierw przekonał do siebie Tate Pawła, potem spał słodko obok Janulka, a jak oglądaliśmy inne szczeniaczki piszczał i wyrywał się do nas. Ciocia Magda powiedziała, że on nas sobie po prostu wybrał. Po takiej wizycie nie było już wyjścia i w Święta Bożegonarodzenia w naszej rodzince pojawił się nowy członek. Janka nowy przyjaciel ma na imię NOE i jest na razie szalonym, pełnym niespożytej energii i wesołym pieskiem. Mam nadzieję, że z czasem stanie się spokojnym towarzyszem janciowych zabaw i prawdziwym dogoterapeutą. Z całego serca dziękujemy Cioci Magdzie za ten prezent, wniósł do naszego domu dużo radości. Nasz piesek pochodzi z hodowli, w której każdy szczeniaczek jest traktowany z miłością, a ciocia Magda jest wspaniałą "psią mamą". Polecamy szczeniaczki z tej hodowli. Żeby przekonać się jakie wspaniałe warunki mają tam pieski i ile czułości dostają, a także jak profesjonalnie jest prowadzona hodowla, odwiedźcie stronę internetową: www.perkozowyraj.pl. Jest to też dobra forma poprawienia sobie nastroju, bo trudno się nie uśmiechnąć oglądając takie słodziaki.