Przygoda z respiratorem

  Luty minął bardzo spokojnie, więc miałam dziwne przeczucie, że ta nuda nie potrwa długo. Pewnego wieczoru po kąpieli przydarzyła nam się niemiła przygoda z respiratorem. Całe to zajście miało miejsce niedługo po wymianie rurki tracheotomijnej i układu oddechowego. Zawsze po wyjęciu starego opatrunku słychać u Janka przeciek przy rurce, ale tym razem stało się coś dziwnego, bo odgłos świszczącego powietrza wydostającego się obok rurki był coraz głośniejszy, po chwili był już bardzo głośny, aż widać było wydostającą się wydzielinę. Janek zbladł ze strachu i zaczął mocno płakać. Trwało to pewnie parę sekund, albo mniej zanim zorientowaliśmy się co się stało, ale w tamtej chwili było to dla nas bardzo długo. Gdy doszło do nas, że coś jest nie tak odłączyliśmy Janka od respiratora i przeszliśmy na wentylacje ambu. W pierwszej chwili nie zauważyliśmy, dlaczego respirator podał Jankowi powietrze z takim ciśnieniem jakby był odłączony, czyli kilka razy większym niż Mały powinien dostać. Dopiero, gdy się lepiej przyjrzeliśmy okazało się, że gdy odłożyliśmy respirator na półkę przewijaka wysunęła się rurka od układu oddechowego mierząca ciśnienie na wlocie powietrza. Taka mała rurka, a wyrządziła tyle szkody. Nasza doktor Krysia przyjechała po tym zdarzeniu obejrzeć Janka i na szczęście żadna krzywda się naszemu Maluszkowi nie stała. Jak to dobrze, że rurka Janka nie jest szczelna, nawet nie chcę myśleć co by się stało gdyby nadmiar powietrza dostał się w całości do janciowych płucek, które maja przecież tylko określona pojemność.