Problemy z saturacją

  Moje mądrości na temat spadków Janka saturacji podczas kąpieli okazały się niesłuszne, co z jednej strony nas ucieszyło, bo nasz synuś może "pluskać się" bez respiratora z drugiej jednak strony janciowe kłopoty z saturacją były nadal nieodgadnione. Nasza doktor Krysia (anestezjolog) po raz kolejny podeszła do tematu z wielkim zaangażowaniem. Mieliśmy możliwość skorzystać w domu z urządzenia, które mierzyło poziom dwutlenków, żeby sprawdzić czy Janek podczas tych nocnych incydentów nie jest niedotleniony. Wyniki były naprawdę zadowalające, co oczywiście było dla nas wspaniałą wiadomością, lecz nie rozwiązywało naszego kłopotu. W całą sprawę włączyła się również doktor Kasia (pediatra), której za troskę także bardzo dziękujemy. Jak to dobrze wiedzieć, że nasz Maluszek ma takich wspaniałych lekarze na których możemy zawsze liczyć. Jancio ma jeszcze jednego "aniołka stróża" w osobie cioci Ani, czyli janciowej pielęgniarki. Podczas jednej z rannych wizyt cioci Ani postanowiliśmy porównać parametry Janka na naszym pulsoksymetrze z parametrami na pulsoksymetrze, który ciocia ma zawsze ze sobą. Okazało się, że podczas gdy u nas saturacja spadała nawet do 88%, na urządzeniu cioci było cały czas 98%. Niestety nie można ślepo wierzyć aparaturze. I tak powoli skończyły się nasze problemy, teraz profilaktycznie inhalujemy Janka, bo ma skłonności do zasychania wydzieliny, robimy ćwiczenia oddechowe i sprawdzamy czujkę pulsoksymetru.