Nasze nowe życie!  26 września 2011

Nasze nowe życie! 26 września 2011

 Dnia 26 września 2011 roku zaczęliśmy nasze życie na nowo, bo nasz mały synek wrócił do domu zaopatrzony w respirator i gastrostomie. Gdy "dostarczono" nam Janka do domu karetką i wylądował po dwóch i pół miesiąca znów w swoim łóżeczku obdarzył nas takim pięknym uśmiechem, jak widać na zdjęciu i już wtedy wiedzieliśmy że jakoś to będzie.

          Przez ten czas spędzony w szpitalu przygotowywaliśmy się do opieki na Jankiem, bo różni się ona nieco od opieki nad zdrowym niemowlakiem. Uczyliśmy się odsysać, wymieniać rurkę tracheotomijną, zmieniać opatrunki przy rurce i PEG'u (gastrostomii), udzielać pierwszej pomocy, masować, rehabilitować i kąpać całkowicie wiotkie dziecko. Janek w szpitalu z dnia na dzień tracił ochotę na jedzenie "mordką", choć i tak dostawał ilości pokarmu służące mu do wyczucia smaku posiłku, reszta przez PEG'a.

          Pierwsze dni w domu przebiegły w lekkim nieładzie, potrzebowaliśmy czasu żeby się zorganizować, a Mały żeby na nowo przyzwyczaić się do swojego domku, którego już chyba nie pamiętał. Wszystko dla Jancia było nowe, bardzo się dziwił jak wkładaliśmy go do wózeczka, bardzo go szokowało, że można się przemieszczać z jednego pomieszczenia do drugiego. Na dodatek po trzech dniach postanowiliśmy ruszyć się z domu, więc nie dość że wózek i pozycja półsiedząca, to jeszcze słoneczko, drzewka, wiatr i dużo, dużo innych wrażeń dla takiego "Okruszka", który przez długą część swojego życia przesiedział w jednym pokoju w szpitalu.

          Z dnia na dzień coraz bardziej przyzwyczajamy się do tego, że znów jest nas w domu troje. Miło wieczorem spojrzeć w stronę Janka łóżeczka i zobaczyć tam słodko śpiącego Maluszka zamiast puste, smutne łóżeczko. Po dwóch tygodniach urlopu janciowy Tatuś - Paweł - musiał wrócić do pracy, więc spacery i wycieczki stały się weekendowym przywilejem. W pozostałe dni tygodnia nasze dni wyglądają bardzo podobnie, każdego dnia Janek ma rehabilitacje (dwa razy przychodzi do nas ciocia Justyna z "Polanek", raz wujek Mikołaj i dwa razy ciocia Lucyna). Odwiedza nas też pielęgniarka - ciocia Ania i anestezjolog - ciocia Krystyna, tak więc Janulek no i jego mama nie są w domu całkiem sami. No i oczywiście nie można zapomnieć o babci Krysi, która dzielnie uczy się zajmować Jankiem i dziadku Zygmuncie, który babcie do nas dowozi i zachodzi pobawić się z wnusiem, oni również uczestniczą w naszym życiu na codzień. Za to w weekendy odwiedza nas babcia Ania i dziadek Mietek, a każdego dnia po kąpieli dzwonią dowiedzieć się jak się wnusio sprawował. To dobrze, że tyle osób pomaga nam troszczyć się o naszego syneczka, bez Was byśmy nie dali rady.


          Staramy się korzystać z uroków jesieni, bo jak nas zima dopadnie wyjścia na spacer będą utrudnione, ze względu na respirator. Janek na naszych wypadach jest coraz bardziej zafascynowany otaczającym go światem. Razem z Tatusiem zbierają różne skarby w postaci: kolorowych listków, gałązek, itd. Takie drobne rzeczy potrafią Maluszka bardziej ucieszyć niż drogie zabawki, Tatuś przypina Janciowi listek do wózeczka, tak żeby on miał go na widoku, a Mały patrzy na niego z zadowoleniem. Ku naszemu zadowoleniu i wbrew wcześniejszym obawom nasze dziecko podłączone do respiratora i odsysane raz na jakiś czas nie zwraca większej uwagi ludzi, a przynajmniej nikt nam jeszcze nie dał tego odczuć. Gdy Jancio jedzie na nierównej powierzchni słychać dochodzące z "maszyny oddychającej" charakterystyczne dźwięki przypominające te wydawane przez telefon komórkowy, tylko głośniejsze. Ostatnio na spacerze, gdy włączył się taki alarm i przechodnie spoglądali z zainteresowaniem czemu Janka wózeczek dzwoni, Tatuś spojrzał poważnie na synka i powiedział na głos: " Janek znowu dostajesz sms'y ". Gdy wrócimy do domku wspominamy sobie nasz jesienny spacerek, a Mały spogląda szczęśliwy na swoje zdobycze i znów na jego buzi maluje się piękny uśmieszek, który trzeba było koniecznie uwiecznić na zdjęciu.