Mały imprezowicz

 Janek ostatnio zdecydowanie ukazał swoją naturę imprezowicza, poniekąd zastanawiające po kim on to ma! Pod koniec zeszłego roku obchodziliśmy hucznie 40-stkę Pawła kuzyna i jego żony, a przy okazji ich 15-stą rocznicę ślubu. Impreza zaczęła się obiadem o godzinie 17.00, więc postanowiliśmy zabrać Janka na początek przyjęcia, a jakiś czas potem odwieźć do domku, gdzie został ze swoją niezastąpioną w takich sytuacjach Ciocią Anią. Początkowo całe zajście wydawało się być dla Janka mało interesujące, ponieważ przyglądanie się jak cała rodzinka konsumuje posiłek znużyło naszego Maluszka, więc postanowił sobie przysnąć. Aż tu nagle miejsce, w którym nasz Janulek ucinał sobie drzemkę okazało się być niezbyt odpowiednie, bo znajdowało się obok głośnika, z którego zabrzmiała głośno muzyka. Janek otworzył oczka z bardzo zdziwionym, ale absolutnie nie wystraszonym wyrazem buźki, raczej malowało się na nim duże zaciekawienie, coś w końcu zaczęło się dziać:-) Jak to na tego typu spotkaniach, na początku osoby które widziały Janka po raz pierwszy nie bardzo wiedziały czy podchodzić, czy zagadywać, czy może lepiej nas omijać. W końcu każdy jednak przywitał się i pogadał z naszym Maluchem, oczywiście ku jego wielkiej radości, że jest w centrum zainteresowania. Gwiazdy, jak wiadomo zdecydowanie to lubią;-) Po chwili, na przetrawienie posiłku i przywitanie się ze wszystkimi uczestnikami przyjęcia, przyszedł czas na zabawę. Na parkiecie rozbłysły kolorowe światełka, a wodzirej zaczął zachęcać do zabawy. Po minach gości można było wywnioskować, że współczują nam że z Janulkiem „będziemy musieli” podpierać w ciemnym kąciku ściany. Tym czasem, my z Janulkiem nie zachowaliśmy się jak większość się tego po nas spodziewała, tylko bezczelnie zawojowaliśmy cały parkiet:-D Tatuś z tyłu prowadził wózek, natomiast Mama tańcowała ze swoim najwspanialszym tancerzem pod słońcem. Muzyka, światełka, uśmiechnięte buzie wokoło i tańce sprawiły Jankowi ogromna frajdę. Potem jeszcze trochę poganialiśmy kuzynów wózkiem po korytarzu, wszyscy poprzybijali Janulowi "piątki" i niestety nasz Maluch musiał zakończyć bal. Na wychodne zapowiedzieliśmy wujkowi, że na 16-stą rocznicę ślubu (to nic, że nie okrągła) prosimy o taka samą imprezę.

          Mając już doświadczenie w balangowaniu, z wielka chęcią przyjęliśmy zaproszenie na bal przebierańców do Hospicjum im. ks. Dutkiewicza od Cioci Ani. Tym bardziej cieszyliśmy się z tego wydarzenia, że zaproszenie dostał również Jancia przyjaciel Tymonek, który był cudowną, słodka pszczółką i też pomimo, że jest o rok młodszy dzielnie imprezował:-) Janek od wejścia do Hospicjum był tak szczęśliwy, że gdyby potrafił to by chyba świecił ze szczęścia. Na bal przybyli inni groźni kamraci Janulka - piraci, ale byli też policjanci, wampiry, kucharze, kowboje, pszczółki, dzwoneczek, biedroneczka itd:. Jednym słowem było mnóstwo dzieci, sala była pięknie ustrojona kolorowymi balonami, a całą imprezę prowadził profesjonalny wodzirej. Na początek można było zrobić sobie na mordce tudzież rączce piękny rysunek, dostać zrobionego z balonów zwierzaka, bądź szablę (zależy kto, co lubi) i wylosować karnecik z numerem, który na koniec balu był wymieniany na prezent. Podczas gdy Pan prowadzący imprezę zabawiał dzieci, mogliśmy zostawić Janka samego na parkiecie wśród innych dzieci, w odległości kilku metrów od nas (pulsoksymetr naturalnie zawieszony na wózku z tyłu tak, żeby kontrola rodzicielska, choć ukradkiem ale była!) i okazało się, że nasz malutki synek wcale, ani troszkę się nie zdenerwował, że nas nie widział, a wręcz przeciwnie pulsoksymetr wskazywał na całkowity spokój. Janek brał udział we wszystkich konkursach i w tych, w których udział był dla niego możliwy i w tych, w których jego udział był niemożliwy, czyli np. w takim że trzeba było postawić obie ręce na podłodze, od czego w końcu ma się Ciocię Anię, gorzej jak okazywało się że Ciocia musi mieć aż cztery ręce:-) Janek był również ciuchcią i prowadził korowód wagoników przez tunel utworzony z dorosłych uczestników balu, tańcował na parkiecie z Mamą, z Ciocią, z Tatusiem, brał udział w zaaranżowanych przez prowadzącego układach tanecznych. Bardzo się niecierpliwiliśmy na koniec, bo długo musieliśmy czekać aż w końcu wyczytają przez mikrofon nasz numerek losu, ale się opłacało, bo Janek wylosował dwa piękne autka, z którymi zasnął w domu trzymając je w obu łapkach, jak już oczywiście opowiedział Misiowi-przytulance jakie miał tego dnia przeżycia. Jednak, żeby nie było aż tak cudownie nie obyło się również bez afery, która nastąpiła jak okazało się, że bal dobiegł końca i trzeba zbierać się do domu. Janek płakał rzewnymi łzami, pomimo że gospodarze imprezy zapewniali go, że będzie zaproszony na następną imprezę. Całą drogę do domu nasz synek wyżalał się jak mogliśmy go zabrać do domu, kiedy tak świetnie się bawił. No oczywiście, jak świat stary, nikt nie potrafi tak skutecznie zepsuć zabawy jak rodzice, nawet jeśli ona i tak już się skończyła:-)