I już po świętach!

  To były nasze pierwsze święta w trójkę i jak to w życiu bywa pomieszały się radosne chwile ze smutnymi. W przedświąteczny czwartek dotarła do nas bardzo smutna informacja, malutka koleżanka Jancia ze szpitala „Polanki” – Klarcia – odeszła do aniołków. Ale od początku. Klarcie i jej rodziców poznaliśmy w szpitalu, Mała trafiła tam w bardzo ciężkim stanie z sepsą, lekarze nie dawali jej praktycznie szans na przeżycie, ale ona się nie poddała i walczyła, powoli rozbudzała się ze śpiączki, zaczęła sama oddychać. Przeżywaliśmy rozpacz jej rodziców jak było bardzo źle i cieszyliśmy się z nimi jak była nadzieja. Jakiś czas po naszym wyjściu do domu Klarcia też opuściła szpital. Kontakt pozostał, bo jakoś trudno po prostu zapomnieć, nie myśleć o tych chorych Maluszkach, które dzieliły z Jankiem pokój, w jakimś stopniu te wszystkie dzieci są nasze, znalazły miejsce w naszych sercach, bo każde dostało los na który nie zasłużyło. Klarcia w domu czuła się dobrze, jeździła na rehabilitację, była pod opieką logopedy i nagle taka wiadomość. Gdy rozmawiałam z mamą Klary po tym strasznym zdarzeniu, czułam w sercu jej ból, przecież razem się podtrzymywałyśmy na duchu, wierzyłyśmy ze jakoś to będzie bo najważniejsze że nasze dzieci są z nami. Mama Klarci powiedziała mi przez telefon że jej córeczka jest już aniołkiem, to chyba najsmutniejsza rzecz jaką słyszałam, wypowiedziana z ust matki. Całe święta myśleliśmy o tym zdarzeniu, dzieląc ból z rodziną Klary, a z drugiej strony choć to może bardzo egoistyczne, ale cieszyliśmy się że spędzamy święta z naszym skarbem. Proszę Was o modlitwę za Elę i Tomka – rodziców Klary, żeby było im lżej to przeżyć.


        Ale życie toczy się dalej i święta w końcu przyszły, jak co roku. Wigilia tym razem, pierwszy raz odbyła się u nas w domu. Mama urzędowała w kuchni, a Tata z Janulkiem ubierali choinkę. Mały siedział dzielnie w swoim wózeczku, trzymał sznurek lampek, żeby się nie poplątały i przy dźwiękach kolęd szykował z Tatusiem mieszkanie na przywitanie gości. Dla naszego synka, choć nie wiem ile z tego wszystkiego zrozumiał, było tego dnia bardzo dużo emocji. Cały dzień Janek zmrużył oko zaledwie na ok. 20 min., a potem czuwał tak długo aż dostał wszystkie prezenty, a było ich nie mało. Przy stole wigilijnym był troszkę marudny i rozchmurzył się dopiero gdy wszyscy po kolei zaczęli robić sobie z nim zdjęcia, a nasz Maluch jak „gwiazda błyszczał w fleszu lamp”. Pierwszego dnia świąt Janek obudził się bardzo zły, puls powyżej 160, więc zaczęłam się obawiać że szykuje nam się infekcja, a tym czasem nasz synek zrobił nam świąteczny prezent i popołudniu po krótkiej drzemce okazało się że wyszedł pierwszy długo wyczekiwany ząbek. Na obiedzie u cioci Kasi wszyscy musieli obowiązkowo obejrzeć nasz „nowy nabytek”. Drugi dzień świąt spędziliśmy u babci Krysi i dziadka Zygmunta, a nasz Maluch zachowywał się jakby liczył na to że Mikołaj przyniesie więcej prezentów dla tak grzecznego chłopca.

        W okresie świątecznym nie wiadomo dlaczego pogorszyła się Janciowi saturacja w nocy, a rano musieliśmy się mocno napracować (wentylowanie, zakrapianie solą fizjologiczną, drenażowanie) żeby wróciła do normy. I znów domysły o co może chodzić tym razem, tak jak poprzednio żadnych podejrzanych objawów klinicznych typu podwyższona temperatura itd. nie było, ale w matczynym sercu znów zasiało to niepokój. Postanowiłam sprawdzić czy przypadkiem Małego nie męczą za bardzo kąpiele bez respiratora, co prawda w wodzie Janek się uśmiecha i wszystko wydaje się dobrze, ale zaraz potem po podłączeniu pulsoksymetru saturacja jest kiepska ok. 93 i chwilowo spada do 90, niestety z wielkim smutkiem, bo przypomina nam to że choroba Janka nie daje za wygraną, stwierdziliśmy metodą prób, że moje przypuszczenia są prawdziwe i Janulek za bardzo męczy się podczas takiej kąpieli, więc póki co Maluch musi myć się z respiratorem.

        Nowy Rok 2012 przywitałam z nadzieją, ale i chyba po raz pierwszy ze strachem o przyszłość. Co nam przyniesie ten nowy rok? Stary rok przyniósł wiele radości z narodzin Janka, ale też wiele smutku, rozczarowań i żalu spowodowanego jego chorobą. Podsumowując jednak ubiegły rok, jesteśmy wdzięczni za nasze „małe-wielkie szczęście” w postaci naszego synka, za każdy janciowy uśmiech i wspólnie spędzone radosne chwile, a co było złe niech pójdzie w zapomnienie. Tak więc życzymy wszystkim czytelnikom naszej strony w Nowym Roku 2012, żeby nauczyli się patrzyć na życie z optymizmem i łapali każdą chwilę.