Będziemy zawsze pamiętać!

  Nowy Rok 2013 tym razem od początku bardzo boleśnie nas doświadczył. Straciliśmy bardzo bliską nam osobę i bardzo ważną dla naszego syneczka. Z dniem 2 stycznia 2013 r. odszedł od nas „zwariowany” Dziadek Janulka. Piszę tak o nim, bo sam tak właśnie zwykł o sobie mawiać. Wciąż mam przed oczami jak stoi w drzwiach do Janka pokoju, a najczęściej przyjeżdżał do nas w porze Janka rehabilitacji i z uśmiechem na twarzy mówi: „Dzień Dobry, to ja jestem ten zwariowany Dziadek.” Tak wszystkim się przedstawiał i trudno się nie zgodzić, że taki właśnie był. Chciałabym napisać kilka słów o tym wyjątkowym człowieku, żeby nasz synek kiedyś mógł przeczytać ten wpis i dowiedzieć się, że był taki ktoś, kto kochał go najbardziej na świecie.

        Gdy Janulek przyszedł na świat Dziadek Zygmunt nie umiał ukryć radości i wzruszenia, jakie to wydarzenie mu dało. Mój Tatuś był osobą bardzo uczuciową i pomimo, że starał się ukryć swoje wzruszenie zawsze w ważnych dla niego momentach, w jego oczach pojawiały się łzy. Tak, więc przez cały pobyt nasz w szpitalu po porodzie, Dziadek jak tylko zobaczył wnusia, to rozpłakiwał się jak bóbr i musiał wychodzić na korytarz, żeby trochę mu przeszło. Gdy wróciliśmy do domu przez pierwszy tydzień w zasadzie nie było dużo lepiej. W końcu emocje trochę opadły i Dziadek jak przyjeżdżał do wnusia, wciąż wykłócał się z Babcią, kto ma w danym momencie niańczyć Janulka, mówił: „Krystyna zostaw go teraz ja chcę z nim się trochę pobawić”. Z boku wyglądało to przekomicznie, jakby nie mogli się oboje nacieszyć, długo wyczekiwanym wnusiem.

        Niestety w oczach Dziadka znów zagościły łzy tym razem związane ze smutkiem i bólem po Janka diagnozie. Pomimo, niezłomnych faktów wierzył, że stanie się cud i choroba Janka okaże się pomyłką. Przekonywał innych i sam siebie, że wszystko wróci do normy, gdy woził mnie z Jankiem na rehabilitację do Gdyni pytał się, kiedy jego wnusio będzie grał w piłkę, ale na to pytanie nie dostawał odpowiedzi, tylko zakłopotaną i ponurą minę rehabilitanta (wujka Mikołaja). Kiedy Janek leżał w szpitalu, już po tracheotomii nie mógł dalej udawać, że nasz synuś będzie zdrowy. Pomału godził się z rzeczywistością. Za każdym razem, gdy zbliżał się do łóżeczka Janulka, zaopatrzonego w respirator, widać było ból w jego sercu, ale pomimo to przyjeżdżał codziennie. Wsiadał na rower i z samego rana, żeby Janek nie był sam przyjeżdżał do niego, czasem udawało mu się wejść jeszcze przed obchodem, bo wszyscy szybko poznali szalonego Dziadka i przymykali na niego oko. Miał taki sposób bycia, że trudno było go nie lubić. Pielęgniarki krzyczały tylko do Janka widząc go na korytarzu: „Janek już idzie Twój Dziadek”.

        Dziadek Zygmunt miał jedną przypadłości, z której wszyscy go znali, był strasznym łasuchem. Będąc jednak w zgodzie ze swoją dobroduszną naturą dzielił się z wszystkimi słodyczami i miał wspaniały argument, żeby nikt mu nie odmówił przyjmowania słodkości. Za każdym razem powtarzał, że to prezent od Januszka. Niespełna trzy tygodnie przed tym jak nas zostawił, podczas jednodniowego pobytu Janka w szpitalu, wpadł jak po ogień z torbą pełną marcepanów i obdarował cały oddział.

        Mój Tatuś zawsze był dla innych ludzi, dlatego podczas jego pobytu w szpitalu, gdy nie odzyskiwał przytomności, dzwoniło do nas z troską mnóstwo osób. Każdy powtarzał to samo, że właściwie czuje się jakby znał naszego syneczka osobiście, bo od kiedy pojawił się na świecie, Dziadek cały czas o nim opowiadał. Nosił w portfelu zdjęcia wnusia i „zanudzał” wszystkich opowieściami jakiego ślicznego, mądrego i wspaniałego ma wnuczka. Za każdym razem, gdy był u nas poświęcał Jankowi czas, chyba nie bardzo wiedział jak się z nim bawić, ale chociaż pogadał, potrzymał rączkę i poprosił, żeby Janek specjalnie dla niego ruszył paluszkiem. Tyle mu wystarczyło, był dumny.

        Za całą miłość, oddanie, poświęcony czas i za to jaki byłeś z całego serca dziękujemy Ci „zwariowany Dziadku”. Mamy nadzieję, że jesteś przy nas cały czas i będziesz chronił swojego wnusia. W naszych sercach zostaniesz na zawsze.