A ja rosnę i rosnę...

  Nasz Maluch rośnie jak na drożdżach, waży już ponad 12 kg i jest naprawdę długi. Nasza doktor Kasia (pediatra) jak ostatnio u nas była, powiedziała że Janek wygląda jak dwulatek. Bardzo nas cieszy również, że problemy żywieniowe wciąż nas nie dotyczą, bo nasz synek ładnie trawi i przybiera na wadze. Przybywa nam też ząbków, chociaż to u Janka proces dość powolny z powodu, że nasz Maluch nie je buziaczkiem. Na dole mamy już cztery zębiska i widoki na dwa górne, które przysparzają nam trochę kłopotów typu: stan podgorączkowy, lekkie biegunki i (jak sądzę) boleści przez które Janek jest bardziej marudny.

          Janek odnosi swoje pierwsze sukcesy na polu edukacji. Podczas ostatnich zajęć przedszkolnych, ciocia przedszkolanka od metod komunikowania się, pracowała z Janciem nad obsługą specjalnego przycisku. Jego niezwykłość polega na tym, że wystarczy bardzo minimalny nacisk, aby go użyć. Urządzenie to zostało podłączone najpierw do janciowego Kubusia Puchatka, który po naciśnięciu przycisku opowiadał różne kubusiowe historie (to jedna z Janka ulubionych zabawek, bo rusza się, śpiewa i opowiada historie ze stumilowego lasu). Następnie nasz synek obsługiwał specjalnie do tego przystosowane programy komputerowe, naciśnięcie przycisku powodowało ukazanie się figur geometrycznych lub w innym programie użycie go w odpowiednim momencie powodowało, że ukazujące się na ekranie zwierzątka wydawały dźwięki. Janek patrzył w ekran komputera jak zahipnotyzowany, śledząc uważnie wszystko co się tam dzieje. Często można u Janulka zauważyć ruchy paluszka wskazującego i kciuka, to właściwie jedyne ruchy które nasz synek wykonuje obecnie samodzielnie i mam czasem wrażenie że są one trochę mimowolne. Dopytywałam się więc cioci, czy według niej Janek zdaje sobie sprawę, że wykonywane przez niego ruchy paluszka przekładają się na to co dzieje się na ekranie komputera. Ciocia twierdziła, że jest przekonana iż Janul robi to świadomie z czego oczywiście byłam niesamowicie dumna. Na dodatek ciocie bardzo wychwalały Janka i jego zdolności. Może nam rodzicom tak trudno uwierzyć w umiejętności naszego syneczka, bo wolimy nie karmić się już złudzeniami, które miałyby prysnąć i pozostawić w naszych sercach niepotrzebny żal. To przecież dla Janka byłaby wielka szansa, móc obsłużyć jakiekolwiek urządzenie samodzielnie, więc może trochę nieśmiało, ale cieszymy się z jego sukcesów. Przy okazji chylę czoła przed profesjonalizmem janciowego przedszkola i przemiłych cioć przedszkolanek.

          Ostatnio znów powrócił problem kąpieli bez respiratora. Janek po włożeniu do wanienki zaczyna protestować, patrząc na nas z wyrzutem pt: "czemu zabieracie mi mój respiratorek?", a w następnej kolejności zanosząc się płaczem, co kończy się tym, że przestaje sam oddychać. Znów nasze głowy zaprzątają niepokojące myśli, że nadszedł ten czas i nasz Maluch nie radzi już sobie bez pomocy respiratora. Odłączamy go później przy przenoszeniu na przewijak, a on leży sobie tam na własnym oddechu z uśmiechem od ucha do ucha i nie protestuje. Nie wiemy do końca co o tym myśleć, choć zawsze łatwiej mieć nadzieję, że to tylko humorki naszego synusia.